Z Koroną w sercu: Pamiętny 13 lipca

Lipiec zwykle kojarzy się z urlopami i wakacyjnym wypoczynkiem. Nie jest to futbolowy miesiąc. Mimo to, dla Korony w początkach jej działalności okazał się najistotniejszy. 10 lipca 1973 roku – to przecież formalna data założenia klubu, natomiast w dwa lata później 13 lipca przyniósł piłkarzom kieleckiego klubu pierwszy jakże znaczący sportowy sukces w postaci awansu do II ligi.

Zdecydowana większość obecnych kibiców Korony, wychowana na meczach Ekstraklasy, pewnie uśmiechnie się pobłażliwie. Co to za sukces wygranie baraży o drugą ligę? Jakiż to wyczyn pokonanie Lublinianki czy Resovii? Wielu z nich być może w tym momencie da sobie spokój z dalszą lekturą tego tekstu. Cóż, każde pokolenie ma swój czas i dotyczy to także kibiców. Ja nie zamieniłbym tamtych emocji na żadne inne. Pewnie dlatego, że wszystko co pierwsze zawsze smakuje najlepiej. Co więcej, z każdym mijającym rokiem, patrząc na kartkę z kalendarza z datą 13 lipca, coraz bardziej cenię sobie to, że dane mi było jako 15-letniemu chłopakowi przeżywać wraz z Koroną tamte niezapomniane chwile.

Dlaczego ten awans był aż tak cenny? Z dwóch powodów. Kielce czekały aż 20 lat na drugoligowy zespół piłkarski. Na dodatek niespełna 2-letniej wówczas Koronie, praktycznie raczkującej w piłkarskim światku, przyszło stawić czoła tak renomowanym klubom jak Cracovia, Resovia czy wspomniana Lublinianka. Nikt nie brał na poważnie pod uwagę tego, że Korona może w ogóle wmieszać się w walkę o II ligę. Tymczasem „chłopcy Bogumiła Gozdura” zrobili to i to w jakim stylu. Właściwie o tamtych barażach można by napisać książkę. Tyle było w nich emocji, zdarzeń, nieprzewidzianych zwrotów akcji. To za sprawą tamtych wydarzeń sprzed 45 lat narodziła się „Koronomania”.

fot. Jerzy Chromik

Chętnych do kibicowania Koronie nie był w stanie pomieścić dawny stadion Błękitnych przy ul. Ściegiennego. 13 lipca 1975 roku, by zająć miejsce na trybunach na decydujący o awansie mecz z Lublinianką trzeba się było wybrać na stadion nawet i dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem. Kibicami oblepione były dachy okolicznych domów i bloków, nie wspominając o koronach pobliskich drzew. Podobną frekwencją mógł poszczycić się jedynie bijący w tamtych latach rekordy wszelkiej popularności kolarski Wyścig Pokoju.

Nigdy nie zapomnę napięcia z jakim, wtłoczony gdzieś między kibiców, oczekiwałem na wybiegnięcie z szatni piłkarzy Korony. Wreszcie są! Już wtedy poczułem wielką dumę, że jestem kibicem Korony. To co działo się po niespełna kwadransie gry, nie podejmuję się nawet opisać. Koroniarze przeprowadzili swą firmową akcję, którą zapamiętam na zawsze. Z rzutu wolnego z prawej strony boiska dośrodkował król asyst Tadeusz Trojnacki, a w polu karnym Andrzej Jung już wiedział co zrobić z piłką, popisując się „główką” w swoim stylu. 1:0 dla Korony! Z każdą minutą emocji było coraz więcej. Kibice ogłuszającym dopingiem wprost nieśli naszych piłkarzy jak na skrzydłach. I znów szaleństwo na trybunach, obcy ludzie wpadają sobie w ramiona, skandując „Tadek!! Tadek!!”. Nic dziwnego, po rzucie rożnym właśnie Tadeusz Trojnacki z bliska kopnął do siatki Lubinianki. Do przerwy 2:0! II liga coraz bliżej!

Jeśli komuś się wydaje, że na tym zakończyły się emocje tamtego niezapomnianego meczu, jest w grubym błędzie. Po przerwie to goście mimo, że nie mieli już i tak żadnych szans na awans, rzucili się na kielczan. Gdy zostali skontrowani przez szybkiego i ruchliwego jak żywe srebro Stanisława Karkuszewskiego, cały stadion na stojąco skandował „II liga! II liga!”. Nawet wynik 0:3 nie podłamał wcale rywala i już chwilę potem ostoja bramki Korony, Marian Puchalski musiał wyjmować piłkę z siatki. Gol podbudował piłkarzy Lublinianki. Teraz to oni grali jak z nut, momentami nie dając koroniarzom nawet „powąchać” piłki. W końcu drugi gol i już tylko 3:2. Jakie to były wtedy wielkie nerwy. Do końca spotkania, które Korona, by być w stu procentach pewna awansu, musiała wygrać, pozostawało ponad 20 minut. Wreszcie upragniony końcowy gwizdek i prawdziwe szaleństwo.

fot. Jerzy Chromik

Dla tych chwil warto było cisnąć się na trybunach przez kilka godzin niczym sardynki w puszce. I niezapomniany widok, kiedy trener Bogumił Gozdur na ramionach piłkarzy Korony fruwał pod niebo. Wreszcie już po meczu prawdziwe morze wciąż śpiewających i wiwatujących na ulicach kibiców. Kielce ogarnęła prawdziwa piłkarska gorączka, choć był to „tylko” drugoligowy awans. W rozgrywanym równolegle meczu w Krakowie Cracovia wygrała 4:1 z Resovią, a to oznaczało, że nawet w przypadku porażki koroniarze i tak cieszyliby się z historycznego awansu. To jednak dla nikogo nie miało najmniejszego znaczenia. Korona pokazała charakter, nie kalkulowała i zasłużonym zwycięstwem przypieczętowała awans.

Marian Puchalski, Czesław Palik, Jan Majdzik, Waldemar Toborek, Zdzisław Stochmal, Tadeusz Trojnacki, Bogumił Herman, Marek Dulny, Tadeusz Kluczyk, Andrzej Jung, Tadeusz Karkuszewski i Ryszard Mastalerz, którzy grali w tym meczu, przeszli na trwałe nie tylko do historii Korony, ale i całego kieleckiego futbolu. Nie można zapomnieć także o koroniarzach, którzy w tym meczu nie wystąpili. Byli to: Marek Rudawski, Stefan Chwaliński, Jan Czarnecki, Leszek Tobik, Władysław Starościak. Zasłużone gratulacje odbierali trener Bogumił Gozdur, kierownik drużyny, Zbigniew Pawlak oraz ówczesny prezes Korony, Ryszard Bajer.

Korona z Klasy Wojewódzkiej wkraczała do innego futbolowego świata…

Dariusz Wikło
Dariusz Wikło
Kibic Korony od zawsze - od pierwszego meczu 5 sierpnia 1973 ze Spartą Kazimierza Wielka na nieistniejącym już stadionie Iskry przy Mielczarskiego. W latach 1984-2006 dziennikarz sportowy - etatowo "Słowo Ludu", korespondent "Przeglądu Sportowego", "Tempa", współpracownik Polskiej Agencji Prasowej. Od 30 października 2019 prowadzący profil "Korona, jakiej już nie ma", poświęcony historii kieleckiego klubu

Ostatnie artykuły

Głos trybun: Kibicem się jest… A nie bywa

Mój wpis jest kulminacją ciężkiej atmosfery wokół Klubu, która doprowadziła do odejścia Trenera. Nie będę tu pisał ani od ilu lat chodzę...

Głos trybun: Korona ma łączyć, a nie dzielić

Widząc co się dzieje wokół mojego ukochanego Klubu, poczułem się zobligowany, żeby wyrazić swoje zdanie na temat ostatnich wydarzeń. Rzadko piszę teksty...

Trenerze Bartoszek – dziękujemy!

Maciej Bartoszek odchodzi z Korony Kielce. Odchodzi z niej, mimo iż tematu jego zwolnienia teoretycznie nie było. Zanim jednak o najbardziej kontrowersyjnej...

Odwaga, nie odważnik – stabilizacja mocą Korony

Korona Kielce wróciła z dalekiej podróży - tak najkrócej określiłbym ostatnie zamieszanie z plotkami dotyczącymi posady trenera Macieja Bartoszka. Przez ostatnie kilkadziesiąt...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj