Wyzwanie na już – odbudować DNA Korony

Zdaję sobie sprawę, że pozycja Korony Kielce nie jest idealna. Zarówno ta sportowa, jak i finansowo-organizacyjna. Wiem, że priorytetem jest teraz inwestycja w część piłkarską i jak najszybsze wydźwignięcie klubu z finansowego dołka. Uważam jednak, że równie istotną kwestią (a może krótkoterminowo najważniejszą?) jest szybkie naprawienie wizerunku Korony i odzyskanie jej prawdziwego DNA. Czego brakuje, co mnie – i myślę wielu kibiców – najbardziej boli w obecnej Koronie? I wreszcie – jak spróbować odzyskać ten koroniarski sznyt? Zapraszam do przeczytania moich przemyśleń.

Jeśli patrzysz na ten tekst i uważasz go za długi, nie chce Ci się go czytać – idź stąd. Interesują mnie tylko ludzie, którym zależy na Koronie i którzy jakkolwiek chcą wpływać na jej życie. Jeśli tu zostałeś lub pozostałaś to mam do Ciebie pytanie. Co myślisz, gdy wyobrażasz sobie wymarzony wizerunek Korony Kielce? Zastanów się chwilkę. Czy aspekt piłkarski postawisz od razu na pierwszym miejscu? Czy Korona Kielce była dla Ciebie drużyną, która regularnie kosi rywali i zawsze jest na topie? Wydaje mi się, że nie. To raczej był miły i jakże niespodziewany bodziec do kibicowania klubowi, ale zwykle za serce chwytało raczej co innego.

Co wyobrażam sobie, gdy wspominam najwspanialsze momenty „Żółto-czerwonych”? To Korona Nida Gips Kielce, która ambicją i walecznością wychowanków uzupełnionych charakternymi zawodnikami (jak Pacoń, Pyskaty czy Ruszkowski) powoduje, że piąte, szóste czy siódme miejsce w II lidze jest dla mnie powodem do dumy. To Korona Klickiego, nowy i niespodziewany hegemon, który ściągając głośne nazwiska najpierw robi awans do II ligi, a rok później, jako rewelacyjny beniaminek, do I. To ekstraklasowy Kolporter Korona, powiew świeżości w piłkarskiej elicie, z młodymi zawodnikami o sporych umiejętnościach, z Grzegorzem Piechną, o którym powstają piosenki, z Boninem ośmieszającym dryblingiem Edsona i Rogera, z błyskotliwym Marcinem Kaczmarkiem walącym w okno z wolnego Borussii Dortmund. To Korona z Markiem Grechutą w głośnikach, pięknym, nowym i regularnie wypełnionym żółto-czerwonym stadionem, po prostu Europa. Korona zdegradowana? Gawęcki, Michałek i Kiełb prowadzeni przez Włodzimierza Gąsiora, to regularna frekwencja na poziomie minimum 8-9 tysięcy kibiców, 12 tys. na Dolcanie Ząbki, komplet na Widzewie, fantastyczne oprawy grupy Ultras ’04, która była wtedy najlepsza w Polsce, to świetnie funkcjonujące Stowarzyszenie Kibiców. I wreszcie – Korona miejska, ale po powrocie do Ekstraklasy. Wizerunkowo (ze względu na korupcję) i sportowo nie była to już ta sama Korona co kiedyś, ale przecież „Banda Świrów” była uosobieniem naturalności, charakteru, najszczerszych emocji związanych z tym klubem. Prawdziwy archetyp, ich nie dało się nie kochać, bo zazdrościła nam ich cała Polska! Późniejsze Korony? Już nie tak efektowne jak Banda Świrów, ale wciąż ucierające nosa dziennikarzom. Wycierające twarze tych ekspertów tak bardzo, że Korona spadła z Ekstraklasy dopiero wtedy, gdy przestała być przedsezonowym kandydatem do spadku.

Wiem, że przeczytaliście to z zapartym tchem. Zadam Wam teraz jedno pytanie. Jaka jest obecna Korona? Co Was w niej przyciąga? Śmiało, dam Wam jeszcze 5 sekund na przemyślenie.

fot. www.korona-kielce.pl

No właśnie. Ten tekst absolutnie nie ma na celu deprecjonować obecnej drużyny i pracy wielu osób, które dołożyły ogromnych starań, by uratować ten klub, sklecić na szybko skład, pozwalający rywalizować w rozgrywkach I ligi. Sam co tydzień staram się emocjonować występami Jacka Podgórskiego, Emila Thiakane czy Jacka Kiełba. Ale wiem też, że niestety jestem jednym z niewielu. Jednym z niewielu w porównaniu do tego, co było jeszcze 15, 10 czy nawet 5 lat temu. I biorąc pod uwagę całą społeczność kibiców Korony jakichkolwiek – większość na ulicy nie rozpozna Pawła Łysiaka czy Marcela Gąsiora. Dlaczego Korona przestała aż tak grzać kielczan i ich własnych kibiców?

Człowiek uczy się na własnych błędach. Z perspektywy czasu na wiele spraw jesteśmy w stanie spojrzeć inaczej. Tak samo patrzę na Koronę, choć 2-3 lata temu jeszcze tego nie dostrzegałem. Być może dlatego, że od 2011 r. tkwiłem w środku tych struktur i dopiero odejście z nich otworzyło mi oczy na wiele spraw. Zerknijmy na Koronę bez tej całej magicznej otoczki, wspaniałej szatni, sławetnej żyły wodnej pod Ściegiennego 8. Spójrzmy na nasz klub, jak na bezemocjonalną korporację. Choć sam zawodowo bardzo rozwinąłem się działając dla niej, to uważam, że dla Korony Kielce ostatnie 10 lat było zmarnowanym czasem, czasem marazmu i stagnacji po erze Kolportera. Zerknijmy sobie na najwspanialsze momenty ostatniej dekady. Coś ZUPEŁNIE nieplanowanego – Banda Świrów, która wywalczyła 5. miejsce. Parę lat później powtórka za czasów Bartoszka, kolejny bonus pack, bo jeszcze parę miesięcy wcześniej dostawaliśmy 0:6 od Cracovii. Następnie początkowy zryw za Lettieriego i nadzieje na Narodowy. I co, sportowo to chyba tyle? Nie rozdrabniajmy się na pojedyncze mecze, chodzi o wyniki i konkrety w tabeli lub pucharze. Reszta lat to tkwienie w Ekstraklasie, przyzwyczajenie do pieniędzy z C+, klecenie nowej kadry co sezon, brak rozwoju klubu na wielu płaszczyznach, choćby w kontekście akademii, zarabiania na transferach, inwestycji w pracowników, wieczne 0 zł na marketing, itp., itd.

Często czytam opinie kielczan, często też z nimi rozmawiam twarzą w twarz.

„Korona dumą Kielc? Chyba wstydem. Jeżeli coś sportowo promuje Kielce to jest to Vive”.

„Kiedyś to była Korona, teraz nie ma z kim się identyfikować…”
„Może i bym przychylniej patrzył na klub, gdyby nie ściągali tylu obcokrajowców”.
„Dopóki ten klub będzie tak zarządzany, moja noga nie stanie na Ściegiennego”.


To tylko nieliczne cytaty, które cisną się na usta. Wiecie co jest w nich najgorsze? Że ciężko nie przyznać im racji, trudno dziś znaleźć logiczne i mocne kontrargumenty. Jeśli kilka lat temu można było próbować coś bronić, tak teraz trzeba jedynie pokornie skinąć głową.

fot. www.mks-korona-kielce.pl

„Profesjonalna” Korona kojarzy się z czasami Kolportera. Za czasów miejskich nie była już to ta sama instytucja, ale bardzo mocno nadrabiała charakterem. Niemiecka Korona? Naprawdę, nie chcę się rozwodzić na ten temat, ale z kronikarskiego obowiązku muszę. To był gwóźdź do trumny. Zakopanie najlepszych cech, dobicie i tak już średnio funkcjonującego organizmu. Ta zaraza jeszcze przez jakiś czas będzie truć Koronę, ale im więcej czasu minie, tym będzie lepiej. Kolejne trupy wciąż jeszcze wychodzą z szafy, ale Dirk Hundsdorfer, a w zasadzie osoba pisząca list Dirka Hundsdorfera, ma na ten temat inne zdanie. Autorze tego pisma do radnych, nie wiem jak codziennie możesz patrzeć w lustro.

To tyle z mojej (nieplanowanej, hehe) frustracji. Przechodzimy do merytoryki. Problem w tym, że niemieckie rządy totalnie wyssały z Korony ten magiczny charakter. I to – moim zdaniem – jest największym krótkoterminowym wyzwaniem dla nowych władz Korony.

Od Koronki (tak mówił na nią Klicki, jak też to wyłapałeś/aś to przybij piątkę) odwróciła się WIĘKSZOŚĆ osób. Ci zawsze nieprzychylni mają tylko kolejne argumenty, ci kiedyś kochający, nie mogą na nią patrzeć. Ci, którzy wciąż jej kibicują, zerkają podejrzliwie i nie wierzą w #NoweOtwarcie, dopóki nie zobaczą efektów. Tych beznamiętnie kochających jest garstka, by nie powiedzieć, że ich nie ma. Chcąc, nie chcąc, jest to jedna z większych spuścizn, jakie zostawiła po sobie ekipa Zająca, a zaczynało się już przecież od czasów Lubawskiego.

Wydaje mi się, że przeciętny kielczanin, który nie interesuje się piłką, nie patrzy przychylnie na Koronę. Jeśli miałby coś wybrać, wolałby Vive. Ta pierwsza już dawno temu została uwikłana przecież w polityczne gierki. Miejski klub nie kojarzy się w Kielcach dobrze. Przeciętny kielczanin raczej nie wie, że teraz jest troszkę inaczej – że jest Suzuki, Piotr Dulnik, Łukasz Jabłoński, najprawdopodobniej przyszły prezes, który wszedł tu z totalnie pozakieleckiego środowiska. Mieszkańców Kielc trzeba uczyć Korony na nowo. Uważam, że jest to nowe i spore wyzwanie dla klubu – zaskarbić serca nie kibiców, a kielczan.

Kiedyś obiecałem sobie, że będę bardzo mocno gryzł się w język w sprawie tematów, którymi zajmowałem się w Koronie. I nie chodzi tu o wideo, bo to akurat jest jednym z nielicznych pozytywów i dobrze, że ciągle stoi na dobrym poziomie. Doszedłem jednak do wniosku, że będąc biernym w aspekcie medialności Korony, sam doprowadzam do jej bezjajeczności. Tak, obecna Korona chwilowo jest bezjajeczna, nie wzbudza poczucia przywiązania, wyrwano z niej zęby trzonowe, nie czuć, by pracujący dla niej ludzie (nie mówię o drużynie czy sztabie) nadawali jej jakikolwiek charakter i chcieli za nią umierać (poza nielicznymi wyjątkami).

W Kielcach pojawiło się tylu nowych zawodników, a ja niewiele o nich wiem. Nie wiem, jacy są poza boiskiem, jaki mają żart, czym mogą mnie kupić, poza tym, że co tydzień wychodzą na boisko i różnie tam bywa. Choćbym chciał się dowiedzieć tego lub czegokolwiek innego to klub raczej nie odpowie, bo jest zabarykadowany. Niegdyś Korona słynęła ze świetnego kontaktu z kibicami, a dziś? Rozpoczęliśmy trzecią dekadę XXI w., a fani nie mają do kogo odezwać się na Twitterze, bo rzecznik klubu przez całą swoją kadencję nie założył tam konta. Reszta osób odpowiedzialnych za komunikację z kibicami też jest pochowana, każdy boi się wychylić. Przez to czytam te wpisy trenera Bartoszka, który – choć ma dobre zamiary – to musi / chce się wcielać w rolę frontmana i dostaje za to cięgi od kibiców, bo rzeczywiście za wizerunek klubu powinien odpowiadać ktoś inny.

To też Korona, która nie ma czutki. Celebrujemy odejście Szelągowskiego, wstawiamy zdjęcie jak odjeżdża z Suzuki Areny. Dziękujemy i gratulujemy piłkarzom, którzy spuścili ten klub z Ekstraklasy, jednocześnie nie mówiąc nawet słowa „dziękuję” takim grajkom jak Rymaniak, Malarczyk czy wcześniej Kiełb i wielu innych. Zatrudnienie PO RAZ PIERWSZY w historii klubu szefa ds. scoutingu okraszone jest krótkim newsem i fotą z szalikiem. To jest ciekawy ruch, ale ja, jak i pewnie wielu kibiców, chcielibyśmy dowiedzieć się jaka jest wizja, poznać bliżej tego człowieka, a nie patrzeć tylko przez pryzmat fotki na stronie internetowej. Serce mnie boli, jak patrzę, w jaki sposób został „ograny” powrót Marka Mierzwy. W tej wiadomości był taki potencjał marketingowy, tylko teraz przychodzi mi do głowy filmowa scena, gdy mistrzowscy juniorzy witają go z powrotem, przybijają piątki… Ten news i tak otrzymał niemal 400 lajków, ale śmiem twierdzić, że jest to TYLKO niecałe 400 interakcji, bo mogło i powinno być znacznie wyżej. Dzień później chętnie przeczytałbym dłuższy wywiad z Markiem Mierzwą, zobaczył jak czuje się ponownie w klubie. A tak? Mam wrażenie, że ta informacja przeszła niestety bez większego echa, bo żyła tylko jeden dzień.

Kibice łakną tej starej Korony, chcieliby aby pod kątem atmosfery było tu jak kiedyś. Na wzmiankę o byłych piłkarzach świecą im się oczy. Świadczą o tym reakcje fanów na wpisy o postaciach z przeszłości, najświeższym przykładem jest konkurs na jedenastkę dekady, który generuje ruch w postaci ponad tysiąca reakcji! Trzeba z tego korzystać, edukować kibiców – wielu z nich Koronę poznało dopiero kilka lat temu, nie wiedzą czym jest „Banda Świrów” czy ekipa Wieczorka. Przez ponad 15 lat byliśmy w Ekstraklasie. Ilu ze znaczących piłkarzy z tych czasów ma coś wspólnego z Koroną obecnie? Kamil Kuzera. Kogoś pominąłem? Ktoś o tych wszystkich legendach pamięta? Dzwoni do nich? Zaprasza od czasu do czasu na stadion? Pal licho ostatnią dekadę. Bonin, Kaczmarek, Hernani, Bednarek – to były kiedyś nasze symbole, nigdy niewykorzystywane w czasach obecnych. Sami, na własne życzenie, ucinamy gałąź, na której siedzimy, unikamy tak pięknej i bogatej już ekstraklasowej historii. Jeszcze jedno w temacie przeszłości – tak, wiem że to zależy ode mnie i od klubu, ale scenariusz, w którym kanał Korona TV zostaje odblokowany jest już dużo bardziej realny niż parę miesięcy temu. To też bogata część historii Korony. Wyobrażacie sobie kilkunastodniowy cykl, w którym stopniowo i chronologicznie wracają stare filmy, a my codziennie o konkretnej godzinie oglądamy jeden z nich? Przecież siadalibyśmy przed telewizorami jak do telenoweli, wielu z Was może znów ponownie poczułoby „to coś” do Korony? Może obecna drużyna zobaczyłaby jak kiedyś było i do czego powinni dążyć obecnie pod kątem atmosfery?

Za niemieckich rządów Korona miała stać się świetnie funkcjonującą firmą. Stała się za to bezduszną korporacją, w której coraz mniej było emocji i naturalności, a coraz więcej sztucznego upiększania. Korona Biznes Klub – był to jakiś marketingowy pomysł, ale w pewnym momencie te śniadania biznesowe zaczęły kibiców irytować, bo nie szły za tym emocje sportowe. To wszystko wokół klubu zaczęło być takie nienaturalne… Blichtr, pozy, prężenie muskuł przez rządzących, puszenie się. Ponownie do tego wrócę, ale to najlepsze podsumowanie – podziękowania dla spadkowiczów. Niby wszystko ładnie, piękne, wymuskane podarunki dla zawodników, ale w tle widzisz te podśmiechujki piłkarzy, to wszystko było tak sztuczne, że gdy o tym myślisz to ogarnia cię żenada. To nie jest DNA Korony. Klub bardzo dużo zyska, gdy znów stanie się naturalny. Bez ukrywania, że ostatnio nie działo się najlepiej i było źle, świadomy swoich obecnych słabości, ale jednocześnie z nadziejami na przyszłość. My lubimy być underdogiem, zaskoczyć, odgryźć się większym rywalom, nadrobić charakterem, luzem. Pokazać zęby, zrobić zadymę. To jesteśmy my – KORONA!

Ta prawdziwa Korona musi znów wejść w interakcję z kibicami, trzeba sprawić, by fani czuli, że mogą budować ten klub i się w niego angażować. Jest w sieci świetny rysownik, który szkicuje Koroniarzy, dlaczego by nie zaproponować mu cyklu jego autorskich wrzutek w zamian za karnet, dedykowaną koszulkę lub cokolwiek innego. Jestem pewien, że by się zgodził, tutaj dla nas stworzył grafikę w kilka godzin w zamian za zwykłe „dziękuję”! I takich kibiców, pasjonatów jest wielu. Powstała świetna książka Mateusza Michałka, pt. „Koroniarze” – dlaczego nie zaproponować mu sprzedaży tej lektury w Sklepie Kibica? Jest wśród kibiców chłopak, który potrafi montować piękne lampy LED-owe w kształtach herbów piłkarskich. Dlaczego nie zaproponować mu, by robił takie lampy dla kibiców z herbem Korony? Nie dość, że on by na tym zarobił to i jeszcze zyskałby finansowo klub. Trzeba pobudzić kibiców, ruszyć z cyklem pokazującym ciekawych fanów Korony, wystarczy krótka informacja na stronie głównej i oni sami będą się zgłaszać ze swoimi historiami! Jest tyle inspirujących historii związanych z Koroną, mnóstwo fanów rozsianych po całym świecie, ale pamiętających o klubie. Należy wejść we współpracę ze Stowarzyszeniem Kibiców, przeprowadzić kilka charytatywnych akcji, może „Złocisto Krwiści po godzinach” – wersja retro? Z byłymi trenerami i zawodnikami, oczywiście jak pandemia odpuści.

Podałem tu na szybko kilka PR-owych zabiegów, które od razu zbliżą klub z kibicami, nie chcę dalej przedłużać. To nie są nieosiągalne szczyty, wystarczy tylko chcieć. Trzeba zacząć od małych kroczków, a za jakiś czas – kto wie – może emisja akcji klubu kibicom? Najpierw jednak priorytetem jest odbudowanie zaufania. Mam wrażenie, że tak jak kiedyś Korona udowadniała ekspertom, że nie spadnie z ligi, tak teraz musi to zrobić wobec własnych kibiców. Pokazać im, choć ci nie wierzą, że wraca na właściwe tory. Część fanów w ostatnich miesiącach dała dużo od siebie, dołożyli cegiełkę do uratowania tego klubu. Co jakiś czas powstają różne oddolne akcje, ale ileż można robić to bez wsparcia klubu. Pora, by teraz inicjatywę przejęła Korona!

Wiem, że w najbliższym czasie czeka na kibiców wreszcie trochę pozytywnych informacji. Ale to będą chwilowe, mocne PR-owe strzały, później trzeba zakasać rękawy i odbudowywać mozolnie żółto-czerwony charakter. Wierzę, że przy zaangażowaniu wielu ludzi Korona znów może stać się dumą. Kiedyś byliśmy obiektem pożądania całej kibicowskiej Polski, teraz staliśmy się brzydkim kaczątkiem…

Przemek Trytko parę lat temu wspominał, że pod Ściegiennego 8 musi być jakaś żyła złota, która sprawia, iż w Kielcach jest fajna atmosfera i piłkarze chcą tu przychodzić. Teraz polscy zawodnicy wahają się, nie wiedzą co czeka Koronę, a stadion, finanse czy klasa rozgrywkowa nie jest już mocnym punktem „Żółto-czerwonych”. Dlatego tak ważny jest wizerunek. Teraz ta żyła złota gdzieś się zagubiła, ale trzeba ją jak najszybciej odnaleźć. Bo Korona jest troszkę jak te koszulki domowe. Niby są czerwone pasy, ale z daleka ich nie widać. Korona jest jak ten hasztag na kalendarzu i w materiałach klubowych. #ToMy. Co to jest „To My”? Niby każdy się domyśla, ale my jesteśmy #ToMyScyzory. Korono, przestań być produktem koronopodobnym, stań się wreszcie znów prawdziwa, proszę.

PS. Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali ten tekst do końca. To moja perspektywa na Koronę od strony „klubowej”. Nie znaczy to jednak, że kibice powinni bezczynnie siedzieć z założonymi rękami. Już teraz zapraszam na kolejny mój tekst, pt. „Gdzie się wszyscy podzialiście?”. Tak, prowokacyjny tytuł, ale tak trzeba. Trzeba Was wszystkich obudzić z powrotem, nie wiem czy jest to możliwe, ale warto próbować.

Michał Siejak
Michał Siejak
Na pierwszym meczu Korony pojawiłem się w 1998 roku i od tej pory wszystko się zaczęło... Działalność medialną wokół klubu rozpocząłem w 2007 roku, kiedy to przez 4 lata współprowadziłem portale kibiców - KoronaKielce.net i MKS-Korona-Kielce.pl, działając jednocześnie w SKKK "Złocisto Krwiści". W latach 2011-2019 tworzyłem telewizję klubową Korona TV. Teraz koroniarsko udzielam się na kanale Siejo TV na YouTube, w audycji "To My Scyzory" w Weszło FM i na portalu bandaswirow.com. Zawodowo realizuję materiały wideo dla Canal + Sport i kilku innych projektów.

Ostatnie artykuły

#WalczyszKorono 2 (wideo)

Pierwsza odsłona tej akcji zakończyła się sporym sukcesem… Mówią, że drugie części zawsze wychodzą gorzej i to zwykle odgrzewane kotlety… W tym...

Budzimy się! Czas na #WalczyszKorono 2!

Do startu rozgrywek I ligi pozostało już tylko kilka dni. Przed Koroną Kielce prestiżowe starcie z Widzewem Łódź, a my mamy wrażenie, że...

Sztuka pożegnań – pięta achillesowa w Koronie

Tekst o odejściu z Korony Mateusza „Rooneya” Bukłata okazał się być - póki co - najbardziej poczytnym w krótkiej historii www.bandaswirow.com, odbił...

Mateusz Bukłat odszedł z Korony… „Rooney” – dziękujemy za WSZYSTKO!

Mati, „Pan Bu”, „Bunio”, po prostu „Rooney”! Od 1 stycznia 2021 roku swoją 10-letnią pracę dla klubu zakończył Mateusz Bukłat - jedna...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj