Tej historii nigdy nie zapomnę. W tamtej drużynie była chemia

Leandro Messias dos Santos do Korony trafił przed rozpoczęciem sezonu 2014/2015. Do Kielc sprowadzał go wówczas trener Ryszard Tarasiewicz. W ciągu sześciu lat życie lewego obrońcy diametralnie się zmieniło. Z Polską związał się na stałe. 36-latek nadal jest istotnym punktem defensywy najbliższego rywala kieleckiego klubu, Górnika Łęczna. Z Leandro porozmawialiśmy o jego oczekiwaniach związanych z niedzielnym spotkaniem oraz powspominaliśmy jego pobyt w Kielcach.

Po raz pierwszy rozmawialiśmy sześć lat temu, na początku Twojej przygody w Kielcach.

– Pamiętam. Lipiec 2014 roku. Dawno to było, dawno.

Pozmieniało się trochę od tego czasu. Rozmawialiśmy wtedy po angielsku, teraz bez problemu po polsku, a ty masz polskie obywatelstwo.

– No tak, rozmawialiśmy po angielsku. Ten mój angielski… no nie był do końca dobry.

Udało się, to najważniejsze. Zasiedziałeś się trochę w Polsce.

– Żona, dzieci. Dziecko w Polsce, moja żona jest Polką. Wszystko mam w Polsce.

Zostajesz po zakończeniu kariery?

– Jestem Polakiem. Dostałem już obywatelstwo i wszystko mam tutaj. Ogromna część mojego życia jest w Polsce.

fot. Oskar Patek

Sportowo wiedzie ci się bardzo dobrze. Początek Górnika w 1.Lidze zdecydowanie na plus – dwa mecze i dwa zwycięstwa.

– Oczywiście – zawsze, jak się wygrywa mecze, to drużyna jest zadowolona. Spokojnie jednak – liga jest bardzo długa. Mamy jeszcze 32 mecze. Nie myślimy o tych dwóch pierwszych. Teraz musimy się koncentrować na kolejnych.

Pandemia wybiła was trochę z rytmu? Jesteście jednymi z pierwszych, których spotkanie odwołano z powodu zakażenia koronawirusem.

– Strasznie nieprzyjemna sytuacja. Cały tydzień przygotowań do meczu z Arką Gdynia. Dowiedzieliśmy się o tym w ostatniej chwili, w sobotę. Byliśmy już na zgrupowaniu i dostajemy taką informację: nie będzie meczu. Dla nas to wielka szkoda. Złapaliśmy dobry rytm, byliśmy w gazie.

Górnik Łęczna od wielu lat znany jest z występów głównie na tych najwyższych szczeblach rozgrywkowych. Teraz jednak jesteście beniaminkiem.

– Trochę dziwna sprawa, nie? Dwa razy grałem przeciwko Koronie. Zawsze to było w Ekstraklasie. Teraz dopiero po raz pierwszy w 1.Lidze. To wszystko wygląda kompletnie inaczej. Teraz to jednak nie ma znaczenia. Gramy, bo kochamy to robić, chcemy reprezentować swój klub.

fot. Paula Duda

Trudno było swego czasu, po tych latach w Ekstraklasie i 1. Lidze, zejść na poziom drugoligowy?

– To nie jest już taki dobry poziom piłkarski. Dobrze to jednak wspominam, jestem bardzo zadowolony. Zrobiliśmy awans z pierwszego miejsca. Mamy dobry zespół i dobrego trenera. To było najistotniejsze.

Wiadomo, że rozmawiamy w kontekście waszego meczu z Koroną. To już jest kompletnie inna drużyna niż ta, w której grałeś.

– Tylko Jacek Kiełb grał w 2014 roku. Zupełnie inny zespół, pozmieniany. W Górniku też nastąpiło bardzo wiele zmian od tamtego czasu. Szykuje się ciężki mecz. Korona buduje nowy zespół i ostatnio grali dobrze. W niedziele czeka nas dobry mecz. Kto będzie na stadionie albo będzie oglądał go w telewizji, zobaczy dwie drużyny, które starają się grać w piłkę.

fot. Paula Duda

Wracamy co chwilę do tego 2014 roku. Powspominajmy więc, jak mamy okazję rozmawiać. Samo Twoje przyjście wówczas do Korony, to na pewno wyzwanie i kompletna życiowa zmiana. Tym bardziej, że do Kielc na początku przyjechałeś jedynie na testy.

– To był bardzo trudny czas dla mojej kariery. Kiedy przychodziłem do Korony, to przez 7 miesięcy w ogóle nie grałem w piłkę. Byłem dwa tygodnie na testach podczas obozu w Rybniku. Podpisałem kontrakt w Kielcach i tak zaczęła się moja historia w Polsce. Dostałem szansę gry w Ekstraklasie. Zagrałem jeden sezon na dobrym poziomie. Zobacz, co jest teraz. Zaczynałem w 2014, teraz mamy 2020 i dalej Leo jest na boisku.

Pracowaliście wtedy z Ryszardem Tarasiewiczem. To był na pewno wymagający trener, bazujący na organizacji gry. Jak wspominasz tę współpracę?

– Z trenerem Tarasiewiczem wiąże się bardzo dobry czas mojego życia. Bardzo dużo mnie nauczył. Początek jednak mieliśmy trudny. Pierwsze 7 czy 8 meczów przegraliśmy. Nikt nie był zadowolony. Później mieliśmy serię 17 spotkań bez porażki, było sporo zwycięstw. Niewiele nam brakowało do pierwszej „ósemki.” To pamiętam z tego czasu. Naprawdę – to bardzo dobry czas dla mojego życia. To dzięki trenerowi Tarasiewiczowi. Zaufał mi, dostrzegł moją pracę i bardzo wiele mi pomógł.

fot. Oskar Patek

W czasie pracy trenera Tarasiewicza do Kielc trafiło wielu piłkarzy zza granicy. Masz jeszcze kontakt z tymi zawodnikami? Większość z nich w Koronie grała tak naprawdę jeden sezon.

– Rozmawiam praktycznie ze wszystkimi. Był Luis Carlos, Rafael Porcellis czy Olivier Kapo. Fantastyczne chłopaki. Najważniejsze jednak było coś innego. W szatni nie było podziałów na Polaków i obcokrajowców. Była chemia w tym zespole. Nie było takich sytuacji, że z jednej strony szatni siedzieli jedni, a z drugiej drudzy. Byliśmy wszyscy razem i dlatego tak to wyglądało na boisku. To pamiętam z tego czasu. Taki był sezon 2014/2015.

Z tego roku pamiętam jeszcze dwie rzeczy związane z Tobą. Przede wszystkim rywalizacja na lewej stronie obrony z Kamilem Sylwestrzakiem. Obsadzenie tej pozycji na swój sposób wręcz elektryzowało kibiców.

– Tak właśnie powinno być. Zobacz, 6 lat temu Korona miała dwóch lewych obrońców na dobrym poziomie. Na początku zagrałem w ośmiu meczach, a potem 13 przesiedziałem na ławce. Dopiero wiosną dostałem szansę od trenera Tarasiewicza. Zagrałem dobrze z Podbeskidziem i Górnikiem Łęczna. Były takie mecze, w których ja grałem z boku, a Sylwestrzak na stoperze. No i później strzeliłem bramkę z Piastem na 2:1.

fot. Oskar Patek

O to chciałem właśnie zapytać. To najładniejsze trafienie w całej karierze?

– To prawda – zdecydowanie najpiękniejsza. Zdobyta z prawej nogi. Bardzo ładna i pomogła zespołowi. To był ciężki mecz. Kapo nie strzelił karnego, a nam trudno było grać. Ostatecznie skończyło się 2:1 dla nas.

W tym sezonie, tak jak mówiłeś – niewiele zabrakło, aby zagrać w „ósemce.” Ostatecznie jednak biliście się o utrzymanie do końca. Spotkanie z Podbeskidziem w ostatniej kolejce musiało mieć spory ciężar gatunkowy.

– To był mecz o wszystko. Graliśmy nie tylko dla klubu, ale też dla naszych karier. Myśleliśmy o kibicach, którzy nas wspierali. Graliśmy absolutnie o wszystko. Udało się. Piękny mecz, ładne bramki.

fot. Paula Duda

Pamiętasz z tamtego czasu te nerwy pozasportowe? Boisko było z jednej strony, ale tak naprawdę los klubu ważył się w gabinetach i na sesjach rady miasta. W pewnym momencie nie było pewne, czy klub nadal będzie istniał. To do was docierało?

– Wiesz, jak jest. My, piłkarze nie zwracamy uwagi na takie rzeczy. Musimy zrobić swoją pracę. To, co się dzieje poza boiskiem nie zależy od nas. Nasza robota jest na murawie i tam musieliśmy wszystko zrobić.

fot. Paula Duda

Słucham tych wspomnień dotyczących Korony i czuć spory sentyment do tych czasów. Miło będzie w niedzielę wrócić do Kielc?

– Na pewno bardzo miło. Ja już wracałem do Kielc. Zawsze to były dobre powroty. Kibice mnie szanują. Dobrze dogaduje się z ludźmi pracującymi w klubie. A ja bardzo szanuję Koronę. To był mój pierwszy klub w Polsce. Zawsze będzie sentyment. Nie zapomnę nigdy tej historii.

Wojciech Staniec
Wojciech Staniec
Przy Koronie praktycznie od dziecka. Prawdziwa przygoda z klubem zaczęła się, kiedy związałem z portalem CKsport.pl. Kilkadziesiąt wyjazdów, kilkaset relacji i obserwowanych treningów. Z bliska obserwowałem drużynę za kadencji trenera Pachety, Tarasiewicza, Brosza, Wilmana czy Bartoszka. Od paru lat na wszystko spoglądam z dystansem i komentuję na Twitterze.

Ostatnie artykuły

#WalczyszKorono 2 (wideo)

Pierwsza odsłona tej akcji zakończyła się sporym sukcesem… Mówią, że drugie części zawsze wychodzą gorzej i to zwykle odgrzewane kotlety… W tym...

Budzimy się! Czas na #WalczyszKorono 2!

Do startu rozgrywek I ligi pozostało już tylko kilka dni. Przed Koroną Kielce prestiżowe starcie z Widzewem Łódź, a my mamy wrażenie, że...

Sztuka pożegnań – pięta achillesowa w Koronie

Tekst o odejściu z Korony Mateusza „Rooneya” Bukłata okazał się być - póki co - najbardziej poczytnym w krótkiej historii www.bandaswirow.com, odbił...

Mateusz Bukłat odszedł z Korony… „Rooney” – dziękujemy za WSZYSTKO!

Mati, „Pan Bu”, „Bunio”, po prostu „Rooney”! Od 1 stycznia 2021 roku swoją 10-letnią pracę dla klubu zakończył Mateusz Bukłat - jedna...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj