Panie Paprocki, ma pan trochę honoru?

Jestem strasznie zmęczony – tak jak i wy wszyscy. Wrzesień dobiega końca, a miasto w dalszym ciągu oficjalnie nie przejęło Korony Kielce i choć sytuacja, z którą zmagamy się od wielu, wielu miesięcy, wydaje się być reliktem, to jak ten rzep u psiego ogona nie może się odczepić. Tym większą mam potrzebę napisać krótko, ale wyraźnie: rzep trzeba oderwać i wyrzucić W CAŁOŚCI.

Przyznam szczerze, że ostatnie tygodnie w klubie obserwuję nie z perspektywy dziennikarskiej, jak miałem to w zwyczaju na ogół, a kibicowskiej. Po prostu – życzę dobrze klubowi, trenerowi Maciejowi Bartoszkowi, piłkarzom. Poczułem się strasznie wypompowany mentalnie po tej całej zawierusze związanej z wykurzeniem Niemców, pewnie jak wy wszyscy. Bardzo łatwo mi pisać ten tekst, bo mam silne przeczucie graniczące z pewnością, że po prostu zostanę dobrze zrozumiany nie siląc się na barwne wyjaśnienie. Że po prostu wielu osobom leży na sercu to samo co mi.

Upływają tygodnie, a męczenie buły trwa w najlepsze. Niby już za chwilę, niby już za momencik, nowe rozdanie, świeża Korona. No ale nie – jak ten rower uczepiony dwudziestoma linkami do słupa niektórzy wciąż trzymają się tego klubu i można na to spoglądać wyłącznie zażenowanym, znużonym, zmęczonym okiem.

Wy wszyscy, którzy macie odejść, ale wciąż tu jesteście i każecie na siebie spoglądać – jesteście nudni. I wy o tym wiecie. Jesteście nudni, bo nikt już na was nie może patrzeć, ale musi, a jedyną nadzieją pozostaje ta myśl z tyłu głowy, że to jest okres przejściowy i zęby trzeba zaciskać długo.

Tylko jak długo, do cholery, jeszcze? Tu już musiałyby wypowiedzieć się najwyższe szczeble, ale nie o tym jest ten tekst. Nie będę się rozkręcał, bo nie widzę potrzeby. Od razu przejdę do meritum.

Panie Marku Paprocki. Wiceprezesie Paprocki – czy ma pan trochę wstydu?

Z nieskrywanym zdumieniem przyjmuję doniesienia – niestety, dodajmy, bardzo wiarygodne doniesienia – że pan Paprocki ma ogromne szanse zostać w klubie po zmianie właścicielskiej. Tylko w innej roli. Nie wiem, jaka ona będzie. Jeśli już poza zarządem, to mogę tylko przypuszczać, że zapewne dyrektorska bądź mowa o jakiejś istotnej funkcji w kwestii sprawowania pieczy nad finansami.

I jeśli faktycznie pana, panie aktualny wiceprezesie, potencjalny pracodawca ceni, jeśli ten temat faktycznie jest na rzeczy, to musi pan, panie Paprocki, wziąć pod uwagę jedno. Ja mówię w imieniu swoim, Marcina Długosza, mówię zapewne w imieniu swoich kolegów redakcyjnych – nie pytałem, ale tak sądzę – i mówię w imieniu całej rzeszy kibiców. O, tutaj to mam pewność.

Pan, panie Paprocki – pan w Koronie już nie ma twarzy.

Kilka tygodni temu podczas rozmowy o przyszłości klubu na antenie TVP3 Kielce zapytałem pana czy to prawda co wieść gminna niesie, że od samego początku finezyjnych rządów Krzysztofa Zająca i arcypoważnych, gnębionych przez niewdzięcznych fanów inwestorów z Niemiec, wiedział pan, że ten statek zmierza wprost na górę lodową i nic pan z tym nie robił. „Nie jest to tajemnicą” – tak mi pan odparł.

Chodziło o to, że wiceprezes Paprocki podpisywał na bogatych kontraktach – które rujnowały finanse kluby i regularnie sprowadzały Koronę na dno – pseudoaneksy, że on tego nie popiera, że się na to nie godzi i że w ogóle to kto inny. To nie ja, to oni.

Ale sowitą, przepotężną jak na kieleckie warunki wypłatę, dostawał pan, panie Marku. Ona w stu procentach wpływała na konto Marka Paprockiego – wiceprezesa zarządu Korona SA. Dostawał pan pieniądze za wywiązywanie się ze swojej roli i tylko z powodu pana kunktatorstwa owa funkcja wyglądała tak, że był pan nieistotnym podpisywaczem udającym, że ma na coś wpływ.

Mam do pana żal, wiceprezesie Paprocki. Żal jak cholera. Szczery żal.

To pan przyjął mnie do pracy w klubie na początku 2016 roku. Miałem wtedy 20 lat, jako młodziutki chłopak rozpocząłem super przygodę, z której mam niezatarte wspomnienia. I bardzo panu za to dziękuję. Wcześniej i później, pisząc na CKsport.pl, doceniałem pańską pracę z czasów prezesury 2014-2017.

Mam doskonałą świadomość, że popełniał pan błędy, jak choćby przy niesławnej sytuacji z zakazami dla kibiców w 2016, ale całościowo, pod wieloma względami, okres pańskiej prezesury oceniam na plus. Gdyby nie pan, Korona by się rozpadła na takim poziomie na jakim ją mieliśmy. Uratował pan ją herkulesową pracą. Podejmował pan niepopularne decyzje, starał się pan jak mógł bilansować finanse klubu. Choć kilka sytuacji kosztowało pana dobre zdanie w oczach fanów, to dla klubowej kasy były one zbawienne.

I naprawdę – wielki szacunek za to, co pan przez te trzy lata zrobił. Zawsze to powtarzałem, zawsze to będę powtarzał. To jest historia, jej się już nie zmieni. Zapracował pan na respekt tamtym zachowaniem.

Ale tym bardziej, cholera jasna, nie jestem w stanie panu wybaczyć tego, co stało się później.

Jak pan mógł patrzeć, kiedy kolejni pracownicy – zupełnie nieistotni, jak ja, czy o wielkiej randze, jak niektórzy piłkarze lub Siejo – odchodzą z własnej woli na znak protestu albo są wyrzucani, a pan nic? Tyle osób dawało mniejsze i większe sygnały do czego to wszystko zmierza i że trzeba to zatrzymać, bo się rozpieprzy w drobny mak. I rozpieprzyło. Nie mamy Korony w Ekstraklasie, zaczęła się I liga, a i tak chce się rzygać.

Blokował pan dostęp do akredytacji dla Sieja, kiedy ten miał robić kilkudniowy materiał o Koronie z ramienia CANAL+. Dziś słyszymy, że akredytację dostaje jak gdyby nigdy nic, ale PR-owy kryzys klub musiał dźwigać przez wiele miesięcy przez pana. Wie pan dlaczego tak jest?

Bo jest pan śliski, panie Paprocki.

Z bólem serca wielkim jak upadek Korony czuję się w potrzebie odnotować, że niestety swoimi wielomiesięcznymi działaniami z „niemieckiego okresu” wystawił pan sobie świadectwo osoby, która dla własnego komfortu jest w stanie się ustawić ze wszystkimi. Nie liczą się dla pana żadne wysokie wartości. Tylko pieprzony pragmatyzm, wygodnictwo i tyle.

Może pan chciał dobrze tak w głębi serca. Może pan zaciskał pięści przez te trzy lata, że już pan nie wytrzyma, wejdzie do gabinetu prezesa Zająca, wszystko wykrzyczy mu w twarz i rzuci wypowiedzeniem. Tylko teraz to już ocenia pana historia, a pan zachował się fatalnie.

Drodzy kibice – każdy niech to sobie rozsądzi w głowie. Ja powtarzałem to od początku i będę powtarzał dalej. Jeżeli pan Marek Paprocki pozostanie zatrudniony w Koronie Kielce nawet w charakterze recepcjonisty bądź ochroniarza, to dla mnie nie ma mowy o żadnym nowym rozdaniu. Bo to jest jedna z dwóch osób obarczonych największą odpowiedzialność za upadek klubu.

Każdy z nas ma wolny wybór. Było mnóstwo czasu, by decydować. Wiceprezes Paprocki wybrał taką drogę, a nie inną. Teraz musi ponieść jej konsekwencje.

Na klubie świat się nie kończy. Ma pan kapitalne doświadczenie, tyle lat w branży, znajdzie pan świetną pracę. Ale klub piłkarski to nie jest korporacja. Tu wchodzi miłość ludzi, zainteresowanie, a w efekcie wspaniałe zarobki dla osób piastujących takie funkcje jak pan. Tylko coś za coś. Jak pan zawaliłby w fabryce majonezu, to gdyby dyrektor firmy dał panu drugą szansę, nikogo by to nie obchodziło.

Tutaj mogą panu chcieć ofiarować drugą szansę, ale nie ma pan twarzy, by pracować dalej w Koronie Kielce. I nic tego nie zmieni.

Podkreślę, że szanuję i rozumiem, że pracował pan w klubie w ostatnich tygodniach, bo na tej spalonej po Krzysztofie Zającu ziemi zwyczajnie potrzeba było osoby decyzyjnej. Ale dość już. Naprawdę. Przy nowym właścicielu nie ma miejsca dla autorów starych błędów. Tak wielkich.

Kilka tygodni temu rozmawiałem ze Zbyszkiem Małkowskim na łamach tego portalu i on powiedział, że osoby, które doprowadziły do zaistniałej sytuacji w klubie, same powinny mieć honor, klepnąć się w pierś, powiedzieć, że zawaliły i odejść.

A czy pan, panie wiceprezesie Paprocki, ma trochę honoru?

Wierzę, że tak. Bo jeśli nie to zmieniajcie firanki dalej, ale stęchlizna w pokoju daje tak mocno, że ja wychodzę.

Marcin Długosz
Marcin Długosz
Od dziecka chciałem być blisko Korony Kielce i udało mi się to osiągnąć. Pracuję przy klubie odkąd mam 16 lat - najpierw jako dziennikarz CKsport, potem członek Biura Prasowego od lutego 2016 do marca 2018, a jeszcze później jako redaktor naczelny CKsport. Z Mateuszem Żelaznym skomentowałem też dziesiątki meczów Korony w radiu eM. Obecnie mieszkam w Warszawie i jestem częścią działu sportowego Super Expressu. Klub to dobro wspólne każdej osoby o żółto-czerwonym sercu - jeśli tylko mogę jakoś pomóc, to nie może mnie tu zabraknąć!

Ostatnie artykuły

Szkoda, że tak późno! Krzysztof Zając nie jest prezesem Korony!

Stało się, to co stać się musiało! Krzysztof Zając nie jest już prezesem Korony Kielce! Jest to konsekwencja czwartkowego przejęcia klubu przez...

W czwartek Korona będzie w rękach miasta. Prezydent Wenta wytypował niespodziewanego prezesa

Wydaje się, że Korona Kielce już za chwileczkę, już za momencik będzie w rękach miasta. W czwartek nastąpi oficjalne podpisanie umowy sprzedaży...

Mecz Pucharu Polski z Arką przełożony, ale Korona już trenuje

Sytuacja epidemiczna w Koronie Kielce powoli wraca do normalności. W środę drużyna wznowiła treningi po 10-dniowej kwarantannie. Z oczywistych względów nie odbędzie...

We wtorek to już na pewno… Będzie kibic zadowolony

To, co miało wydarzyć się w środę, stanie się w przyszły wtorek - takie zapewnienia płyną do nas z kieleckiego ratusza. To...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj