Nigdy nie zapomnę tego pospolitego ruszenia kibiców w I lidze

12 lat temu Korona Kielce znajdowała się w bardzo podobnym położeniu. Degradacja o jedną klasę rozgrywkową, problemy właścicielskie i wreszcie przejęcie klub przez miasto Kielce. W 2008 roku misji odbudowania Żółto-czerwonych podjął się trener Włodzimierz Gąsior. Jak szkoleniowiec 40-lecia Korony ocenia jej szanse na powrót do ekstraklasy?

Co słychać u Włodzimierza Gąsiora po zakończeniu kariery trenerskiej?

– Jestem na emeryturze, ale okazuje się, że mam teraz mniej czasu niż wtedy, kiedy byłem trenerem. Moje życie jest teraz podporządkowane rodzinie. Dzieci są dorosłe, ale teraz poświęcam dużo uwagi wnukom.

Nie brakuje Panu piłki?

– Brakuje, ale jestem realistą. Jestem już wiekowym człowiekiem, dlatego w pewnym momencie przychodzi ten moment, w którym trzeba powiedzieć stop. Miałem propozycje, ale w tej chwili człowiek jest już na tyle dojrzały, że wie, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Już nie mogę sobie pozwolić na to, żeby przebywać tydzień lub miesiąc poza domem. Odpowiadała mi sytuacja w Siarce Tarnobrzeg. Pół godziny lub 40 minut drogi w jedną stronę. Nastąpiło jednak zmęczenie materiału.

Oglądał pan pierwszy mecz Korony w tym sezonie?

– Tak, to było nieszczęście w końcówce meczu. Można było zainkasować trzy punkty. Z perspektywy całego spotkania jednak nie powiedziałbym, że byłoby to zasłużone zwycięstwo. Tak to jednak w piłce bywa, że mimo słabszej gry, można było wygrać. Sędzia rzeczywiście trochę przesadził.

Korona może teraz tracić na tym, że w I lidze nie ma VAR-u. W ekstraklasie po prostu w wyniku wideoweryfikacji gol byłby uznany.

– Trener Bartoszek jednak niepotrzebnie zareagował tak mocno. Wiem, że to są emocje. Dziennikarze też szukają sensacji. Zadzieranie w tym momencie z sędziami nikomu nie będzie służyć. Choć oczywiście bramka była zdobyta prawidłowo.

Dostrzegam trochę analogii w Koronie z 2020 roku, a tą z 2008 roku, którą Pan prowadził.

– Rzeczywiście. Ilu teraz zawodników odeszło z Korony?

Około dwudziestu…

– Jest to bardzo podobna sytuacja. W 2008 roku, będąc z drużyną na obozie w Białej Podlaskiej, zgrupowanie wyglądało tak, że wszyscy siedzieli na telefonach. O ile się nie mylę, to z klubu odeszło około 13 zawodników na ekstraklasowym poziomie.

I klub także przejmowało miasto…

– Pamiętam taką rozmowę z prezydentem Wojciechem Lubawskim w hotelu przy stadionie. On nie mógł się pogodzić z tym, że Korona może grać na tak pięknym stadionie w niższych ligach. Mimo trudnej sytuacji przekonał mnie, żeby zająć się tą drużyną, choć sytuacja była tragiczna, bo było dużo niepewności.

Mimo wszystko jednak zostało kilku zawodników, z których można było stworzyć trzon zespołu.

– Najważniejszym dla mnie zawodnikiem, który wtedy został, był Edi Andradina. To był jego najlepszy okres gry w Polsce. Edi przechodził samego siebie, jeśli chodzi o trening i mecze. Był postacią niezwykle wyróżniającą. W obronie został też Hernani, Robert Bednarek. W bramce Radek Cierzniak. To byli solidni zawodnicy. Wielu piłkarzy się wtedy wypromowało, jak Jacek Kiełb, który zaczął funkcjonować na najwyższym poziomie.

Te młode wilki wtedy dostały swoją szanse… Stworzyła się fajna mieszanka zawodników doświadczonych i młodych.

– Właśnie, był tam też Czarek Wilk. W drużynie stworzył się fajny klimat, który czuć było w szatni i na boisku. Młodzi zawodnicy, którzy dopiero zaczynali poważną przygodę z piłką, chcieli dorównać tym, którzy mieli doświadczenie ekstraklasowe.

To bardzo podobało się kibicom.

– Mimo tego, że Korona spadła o klasę niżej, to nastąpiło takie pospolite ruszenie w mieście. Mówię tu o kibicach i ludziach, którzy przychodzili na stadion całymi rodzinami. Nie zapomnę tego, że na meczach było nawet 15 tysięcy osób. Klimat i atmosfera na mieście i na stadionie były tak budujące, że zawodników to niosło. To było coś niesamowitego. Już nie przypominam sobie, żeby potem była lepsza atmosfera na stadionie. Coś w tych ludziach było bardzo pozytywnego. Doświadczyliśmy mnóstwo życzliwości. Kibice żyli tym klubem, wiedzieli że drużyna i klub zostali skrzywdzeni. Wszyscy chcieli pokazać, że nam się ekstraklasa należała.

Włodzimierz Gąsior

Czy żałuje pan, że tej drużyny nie doprowadził pan do końca, aż powrotu do ekstraklasy?

– Zostało cztery lub pięć kolejek. Dla mnie to był kabaret. To było po prostu śmieszne. Dzisiaj mogę to głośno powiedzieć, że poróżniłem się z prezesem Tadeuszem Dudką. Wprawdzie nie mam urazy do ludzi, którzy mnie w życiu skrzywdzili, ale wtedy przypominam sobie, że nie zagrał fair. Po wygranym 3:0 meczu z Motorem Lublin zostałem odstrzelony. Może są trenerzy, którzy pozwalają prezesowi ustalać skład. Ja nigdy się na to nie mogłem zgodzić. Dlatego zrobił to, co zrobił. Potem zatrudnił Marka Motykę, którego niedługo później zwolnił. Marek Motyka zrobił awans? Oczywiście był układ meczów, który przypieczętował awans, ale ta drużyna budowana była przez wiele miesięcy wcześniej. Awans to nie kwestia trzech lub czterech meczów.

– Niczego jednak w swoim życiu nie żałuję. Mnie lubią trudne sytuacje. Nigdy mi nie szło łatwo. Zawsze miałem pod górkę. Potem też stałem się ratownikiem, kiedy prowadziłem zespół w trzech meczach po zwolnieniu Marcina Sasala. Były wygrane mecze w takich, a nie innych okolicznościach, które dały nam utrzymanie. Później nikt jednak nie podjął ze mną  poważnych rozmów na temat dalszej pracy z pierwszym zespołem.

Jest pan znany z tego, że lubi stawiać na młodych zawodników. Nie dziwił się pan, że Korona w ubiegłym sezonie tak rzadko korzystała z mistrzów Polski juniorów starszych?

– To jest kuriozalna i parodystyczna sytuacja. Jak można nie stawiać na zawodników, którzy zdobyli mistrzostwo Polski. To jest tylko pozoranctwo, że bierze się młodych piłkarzy do treningów z pierwszym zespołem, ale nie daje się im szansy w meczach. Przyznam, że brak odwagi ze strony trenerów i działaczy nie wpływa dobrze na rozwój tych zawodników. Uważam, że struktury szkolenia młodzieży w Koronie są teraz na bardzo dobrym lub wysokim poziomie. Pamiętam rok 2007, kiedy jeszcze nie wyglądało to dobrze. Później rozwinął się schemat organizacyjny, struktury, trenerzy. Młodzież bardzo chętnie przychodzi do Korony. Szkoleniowcy też rozwijają się bardzo dobrze i prezentują wysoki poziom. Byłem dumny z tego, że Korona zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Szkoda, że nie zostało to przełożone na pierwszy zespół.

Na młodych zaczął stawiać trener Maciej Bartoszek. I już w końcówce poprzedniego sezonu widać było tego pozytywne efekty.

– Okazało się, że wcale nie odstają poziomem gry od piłkarzy, którzy zostali sprowadzeni i grali na wysokich kontraktach. Młody zawodnik, który dostaje swoją szansę i jest właściwie prowadzony, może grać tylko lepiej. Największą motywacją dla niego jest fakt, że może grać na wysokim poziomie. Jeśli jest dobry klimat w klubie i pomoc trenerów, to może być tylko lepiej. To jest problem naszej piłki. Lech Poznań i Legia Warszawa pokazują, że przy właściwym prowadzeniu zawodników może zrobić wiele dobrego.

– Natomiast gracz sprowadzony, któremu oferuje się wysoki kontrakt może grać mniej więcej na poziomie, który prezentował wcześniej. Trzeba być prawdziwym profesjonalistą, żeby utrzymać się w dobrej formie.

Kto według pana jest faworytem I ligi?

– Chciałbym, żeby liczyła się Korona. Jest to jednak uzależnione od wielu czynników. W ostatnich latach kierunek prowadzenia drużyny przez działaczy, dyrektorów, menadżerów i trenerów był zły. Kilkakrotnie rozmawiałem z Markiem Paprockim na ten temat. Nie wolno było zmienić tego, co było budowane przez ileś lat. Sprowadzało się do klubu zawodników z regionu, którzy byli zdolni i obiecujący. W ostatnich latach chciano jednak zrobić interesy na piłkarzach i zaburzony został pewien kierunek, którym szła Korona. Dzisiaj trudno mi powiedzieć, czy się uda wrócić do ekstraklasy. Chciałbym, żeby się udało. Jeśli trener Bartoszek idzie w kierunku, że chce jak najwięcej stawiać na młodych ludzi, to musi dołożyć do tego także zawodników na pewnym poziomie, żeby ta młodzież mogła się rozwijać. Stworzenie drużyny, klimatu i atmosfery to jest trudna sprawa. Trzeba być jednak cierpliwym, żeby drużyna pociągnęła za sobą kibiców, marketing i reklamę itd. Ludzie będą widzieć, że ta drużyna przez 90 minut zostawia zdrowie na boisku.

W tamtym sezonie tego charakteru właśnie brakowało…

– Jeszcze kilkanaście lat temu, jak przychodziło się do Korony, to mówiło się o koroniarskim charakterze, o „Scyzorykach”. Ostatnio jednak tego nie było… Oczywiście byli piłkarze o wysokiej klasie, ale nie był stworzony klimat drużyny na boisku. Mam jednak nadzieję, że Korona szybko wróci do najwyższej ligi. Bardzo jej kibicuje.

Mateusz Kępiński
Mateusz Kępiński
Z Koroną związany jestem od wczesnej młodości, kiedy jako kibic emocjonowałem się drogą Korony do Ekstraklasy. Od 2008 roku rozpocząłem współpracę z Korona Media Team, które potem przekształciło się w Biuro Prasowe. Z kieleckim zespołem przeżyłem degradację za korupcję, potem jednak były też piękne chwile, jak narodziny Bandy Świrów oraz heroiczna walka pierwszej ekipy Macieja Bartoszka. Przez dwa lata byłem świadkiem, jak wszystko co dobre, zaczyna w klubie umierać, dlatego w 2019 roku zdecydowałem się opuścić Biuro Prasowe. Związałem się z TVP3 Kielce, a kontakt z Koroną utrzymywałem pisząc dla portalu cksport.pl, którego też jestem współzałożycielem.

Ostatnie artykuły

#WalczyszKorono 2 (wideo)

Pierwsza odsłona tej akcji zakończyła się sporym sukcesem… Mówią, że drugie części zawsze wychodzą gorzej i to zwykle odgrzewane kotlety… W tym...

Budzimy się! Czas na #WalczyszKorono 2!

Do startu rozgrywek I ligi pozostało już tylko kilka dni. Przed Koroną Kielce prestiżowe starcie z Widzewem Łódź, a my mamy wrażenie, że...

Sztuka pożegnań – pięta achillesowa w Koronie

Tekst o odejściu z Korony Mateusza „Rooneya” Bukłata okazał się być - póki co - najbardziej poczytnym w krótkiej historii www.bandaswirow.com, odbił...

Mateusz Bukłat odszedł z Korony… „Rooney” – dziękujemy za WSZYSTKO!

Mati, „Pan Bu”, „Bunio”, po prostu „Rooney”! Od 1 stycznia 2021 roku swoją 10-letnią pracę dla klubu zakończył Mateusz Bukłat - jedna...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj