Maciej Bartoszek idzie na wojnę

No to zaczęliśmy z grubej rury. Jeszcze nie zdążyliśmy się wygodnie rozsiąść na krzesełkach pierwszoligowych stadionów. Jeszcze nie zobaczyliśmy pół zagrania zawodnika Korony, które można z czystym sercem oklaskiwać. Ba! Jeszcze nawet nie zdążyliśmy oddać celnego strzału na bramkę, a już mamy awanturę. I to awanturę nie byle jaką, bo z sędziami w tle.

Maciej Bartoszek wsadził kij w mrowisko. Mało tego jeszcze solidnie nim zakręcił. Pretensje do arbitrów to temat stary jak świat. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy solidnie nie zaklął na sędziego po jakiejś decyzji krzywdzącej wasz zespół. Krytykować publicznie zdarzało się piłkarzom i trenerom. Nawet politykom. Pamiętacie jak Donald Tusk stwierdził, że chciał zabić Howarda Webba po pomnikowej akcji z karnym na EURO? Emocje są nieodłączną częścią tego sportu i w tych emocjach często padają różne słowa. Dlatego też wystąpienie Macieja Bartoszka w Głogowie wcale mnie nie dziwi. Ale zwykle takie występy kończyły się na konferencjach. Względnie na jakichś upomnieniach od związku. Tym razem jednak trener Korony nie odpuścił i nie wycofując się ze swoich słów, ruszył z szablą na czołgi. W rozmowie z portalem Weszło padły naprawdę mocne słowa. Jej pełny zapis znajdziecie TUTAJ

I trudno w pewnym stopniu nie zgodzić się z trenerem. Co prawda, nie jestem do końca przekonany, że otwarty atak na środowisko sędziowskie jest dobrym pomysłem. I nawet nie chodzi mi o jakieś teorie spiskowe z ewentualnym szukaniem zemsty. Bardziej o to, że to wszystko ma wpływ na całe środowisko sędziowskie w Polsce, które i tak – szczególnie w niższych ligach – łatwo nie ma. Bycie rozjemcą to trudny kawałek chleba. Piłkarze – często sami nie posiadający adekwatnych umiejętności – oczekują od ciebie atrybutów godnych Avengersów. Oni mogą kaleczyć rzemiosło, ty pomylić się nie możesz. Inaczej w najlepszym wypadku zostaniesz skurwysynem. W najgorszym do szatni wejdą ci pijani autochtoni z prezesem klubu na czele, grożąc wpierdolem – bo i takie sytuacje miałem. Dla zwykłego zjadacza chleba sędzia to sędzia. Czy to w pierwszej lidze czy B klasie i skoro autorytety mówią, że trzeba z nimi jechać, to jechać trzeba.

Ale to w zasadzie jedyny argument nie pozwalający mi przyklasnąć trenerowi, który tym razem ma po prostu rację. Dlaczego? Ktoś może być nieco zdziwiony, że już po pierwszej kolejce sezonu i to po meczu, w którym jego zespół – delikatnie mówiąc – nie zachwycił, Bartoszek złapał takiego agresora. Tym zdziwionym będzie ktoś kto nie oglądał końcówki poprzedniego sezonu w wykonaniu Korony.

Do wszelkich teorii spiskowych staram się mieć zdrowy dystans, dlatego daleko mi do stwierdzenia, że spadliśmy przez jakąś sędziowska spółdzielnie. Nie. Spadliśmy ponieważ poprzedni trener wraz z nadprezesem Zającem naściągali do Kielc tyle szrotu, że żadne złomowisko nie byłoby w stanie tego przerobić. Nie dziwne więc, że i klub sportowy nie podołał tej misji utylizacyjnej. Bagaż personalny i punktowy, z którym wystartowaliśmy po pandemii, był głównym powodem spadku. Ale ok. Serio nie zapala wam się lampka w głowie, że po znakomitym starcie w Płocku nagle zaczynamy mieć pod górkę? W tak stykowej sytuacji jaką mieliśmy w tabeli związek nie ma za grosz instynktu samozachowawczego i decyduje się na zbyt często budzącą kontrowersję obsadę sędziowską? Może by się to uchowało, gdyby sami arbitrzy nie podsycali podejrzeń. Ja nie mówię o tak ewidentnych przypadkach jak czerwona kartka dla Guldana, która z niejasnych do dziś przyczyn, została w kieszonce. Raczej o setkach pomniejszych sytuacji. Autów pokazanych ewidentnie w złą stronę, stykówek gwizdanych przeciwko Koronie, dziwnych upomnień dla piłkarzy i ławki itd. itp. Byłem na tych meczach, patrzyłem i sam się dziwiłem. Kto mnie zna wie, że daleki jestem od oceniania postawy sędziego. Częściej bronię arbitrów, bo w ogromnej większości piłkarze i trenerzy po prostu nie znają przepisów. Nie mówiąc o tym, że to sędzia jest skupiony na wyłapywaniu przewinień i najczęściej jest po prostu lepiej ustawiony do oceny danej sytuacji. Tym razem jednak sam czułem się krzywdzony, bo wbrew pozorom, takie małe detale mają ogromny wpływ na grę. Wybijają z rytmu i koncentracji. Każą kalkulować zamiast grać instynktownie na 100%. Po prostu wyprowadzają z równowagi, co na boisku ma kluczowe znaczenie.

Dlatego znając Macieja Bartoszka rozumiem, że mogło mu się w końcu ulać i nawet trochę jestem pod wrażeniem, że stało się to dopiero teraz. Z jednej strony można przewidywać, że Korona z arbitrami może mieć teraz nieco pod górkę. Z drugiej, jeśli sędziowie nie chcą podgrzewać atmosfery podejrzewam, że trener może ugrać w ten sposób podświadomą przychylność dla swojego zespołu.

Nie wiem, czy zamysłem Bartoszka było wywołanie aż takiej awantury, ale głos w temacie zabrało wiele osób. I tutaj pojawia się kolejna kwestia, bo o ile na temat ogólnej formy arbitrów dyskutować możemy, to sytuacja z końcówki niedzielnego meczu była tak ewidentna, że trzeba potężnej gimnastyki umysłowej, żeby próbować jej bronić. I tak wczoraj objawił nam się kandydat na olimpijczyka w tej dyscyplinie. Żeby było śmieszniej nie byle kto, bo Michał Listkiewicz – były prezes PZPN i ceniony sędzia. Pan Michał napisał tak…

Otóż czytałem 12 artykuł “Laws of the game” (Doprawdy nie wiem po co to flexowanie się światowością. Zdecydowanie lepiej brzmi polskie “Przepisy gry”, bo przecież o niczym innym nie mówimy) i nawet po założeniu na oczy PZPNowskich klapek nie potrafiłem tam znaleźć ustępu broniącego idiotycznej decyzji sędziego Sylwestrzaka. Zresztą w innym miejscu dość przypadkowo byłego prezesa wyjaśnił szanowany w sieci ekspert.

Trochę to śmieszne, że osoba, która szeroko działała w strukturach PZPN w czasie jej największego moralnego upadku związanego z ustawianiem spotkań, cynicznie próbuje bronić błędnej decyzji nieistniejącym przepisem. Pachnie starymi nawykami.

Żeby nie było wątpliwości. Staram się zrozumieć argumenty obu stron, ale nawet odrzucając lokalny patriotyzm nie mogę oprzeć się wrażeniu, że większe tym razem stoją za wściekłym Bartoszkiem. Skoro 1. Liga jest ligą profesjonalną, w której płacimy ludziom pieniądze za bycie rozjemcami, to wymagajmy od nich najlepszego produktu. Tak to działa w każdej firmie. I w kontekście ogromnych pieniędzy kręcących się także wokół tej ligi, warto i tutaj pomyśleć nad wprowadzeniem VARu. Tylko nie sadzajcie tam Daniela Stefańskiego. Dla dobra wspólnego – niech już zostanie w Ekstraklasie.

Mateusz Żelazny
Mateusz Żelazny
Niektórzy znają tylko mój głos, inni kojarzą mnie z wizji. Każdy jednak wie, że mam żółto-czerwone serce. Od prawie dekady komentuję mecze Korony na antenie radia eM. Od 2017 roku ponownie pracuję w Telewizji Polskiej, gdzie poza innymi obowiązkami, mówię o Koronie i współtworzę Magazyn Sportowy. Kiedyś pisałem dla Przeglądu Sportowego - dziś, ku rozpaczy niektórych, piszę głównie na Twitterze oraz od niedawna tutaj. Poza tym piłkę znam na wylot. Zwiedziłem większość boisk i stadionów regionu jako zawodnik i sędzia.

Ostatnie artykuły

#NoweOtwarcie to…? 2/2 – dłuższe wypowiedzi

Wczoraj na naszej stronie opublikowaliśmy pierwszą część pomysłów zaprezentowanych przez kibiców Korony Kielce. Dziś pora zaprezentować drugi artykuł, zawierający dłuższe przemyślenia "Żółto-czerwonych" fanów...

#NoweOtwarcie to…? Cz. 1/2 – Twitter i krótsze wypowiedzi

Gdy parę dni temu w internecie została zainicjowana akcja #NoweOtwarcie, mało kto mógł się spodziewać, że spotka się ona z aż takim...

Jacek, królu złoty – wróciłeś!

Przed obecnym sezonem niektórzy żywili nadzieję, że będzie w klubie pewna osoba, która zamknie usta wszystkim krytykom. Człowieka, o którym mówiono, nie...

„Wysokie” wynagrodzenie nowego prezesa Korony. Wy tak na poważnie?

W ostatnich dniach w przestrzeni medialnej, a także na sesji Rady Miasta, podniosło się larum dotyczące wynagrodzenia nowego prezesa Korony Kielce. Polityczne...

Powiązane artykuły

1 KOMENTARZ

  1. Naprawdę, złe pokazanie autu przy stykowej sytuacji, mamy traktować jako wybijanie z rytmu? Ile takich sytuacji miało miejsce? Spadliśmy w pełni zasłużenie, a w meczu z Chrobrym ewidentny babol sędziego i tyle

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj