Czy Korona została już uratowana?

Każdy kto chociaż raz w życiu znalazł się w sytuacji wielkiej niepewności, dobrze wie, że jest to jedno z najgorszych uczuć z jakimi trzeba się zmagać. Najgorsza, ale prawda – jak zwykło się mawiać. W końcu kibice Korony mogą częściowo odetchnąć. Coś wiemy.

Domyślam się, że nie przychodzicie tutaj po szczegóły dotyczące wczorajszego spotkania w Ratuszu. Bandaswirow.com z założenia nie miała być portalem stricte informacyjnym. Zresztą konkrety zapewne już znacie – wszystkie możliwe media rozrobiły to na części pierwsze. W tym nagłym uderzeniu wiadomości zapewne chcielibyście wiedzieć, czy Korona została uratowana. Proste pytanie – prosta odpowiedź. Tak lub nie.

Odpowiadam.

To… zależy. Głównie od podejścia Hundsdorferów. Ludzi ocenia się po czynach, a rodzinę niemieckich inwestorów poznaliśmy jako osoby chwiejne, niesłowne i kompletnie nieobliczalne. Równie dobrze propozycja, którą podsunęli miastu, za chwilę może okazać się nieaktualna. Mogła być też czymś w rodzaju kagańca dla niezadowolonych kibiców. Ot – „Chcecie konkretów? To są nasze warunki – debatujcie.

Zakładając jednak, że państwo Hundsdorfer chcą rzeczywiście pozbyć się problemu jaki sobie stworzyli nabywając Koronę, trzeba sobie zadać pytanie w jakim stopniu oferta jest negocjowalna. Bo jest, to jasne. Mocno upraszczając, sytuację można porównać do sprzedawania/nabywania auta. Właściciel rzuca cenę, ale ma świadomość, że spotkają się z kupującym pośrodku. To gdzie będzie ten środek zależy od determinacji kupującego (miasta) i tego jak dużym problemem dla właściciela (Hundsdorferowie) jest przedmiot negocjacji.

Pieniądze będzie trzeba wyłożyć i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ofertę kupna akcji za symboliczną kwotę, do tego przejęcia przez Niemców pieniędzy z dokapitalizacji oraz wzięcia na siebie przez miasto długów klubu, trzeba mimo wszystko uznać za w miarę atrakcyjną. Wydaje się, że na tym polu miejsca do negocjacji już nie ma. Trzeba jednak poprzeć miasto, które wstępnie odrzuciło pozostałe warunki. Biorąc pod uwagę stan do jakiego klub doprowadziły rządy Hundsdorferów, żądania wypłaty dodatkowych pieniędzy w przypadku znalezienia inwestora i powrotu do ekstraklasy, są zwyczajnie śmieszne. Miasto nie może na nie przystać.

I tutaj już jest pole do dyskusji.

Niestety pozycja miasta w tych rozmowach jest trudna. Mówiąc krótko jest pod ścianą, bo uciekający czas powoduje, że jeśli miasto klubu nie przejmie, ten zwyczajnie upadnie. Niemcy o tym wiedzą i na pewno wykorzystają to w rozmowach. Wszystko zatem zależy od najbardziej losowego czynnika – woli Hundsdorferów. Niemcy mają dość. Temat ich męczy i na dodatek obniża ich wiarygodność również na rodzimym rynku. To nasza przewaga. Miasto musi być jednak w tych negocjacjach bardzo zręczne i jeśli uda się zniwelować jakiekolwiek warunki będzie trzeba uznać to za sukces.

Odrzucić należy też wszelkie pretensje do ratusza. Prezydent i radni są w trudnej wizerunkowej sytuacji, z której nie ma wyjścia idealnego. Uratują klub – źle. Nie uratują – fatalnie. Wykorzystywanie tematu Korony w celu zbicia politycznego kapitału jest niemoralne i tak powinno zostać ocenione przez wyborców. Sprawa jest dość klarowna.

Trzeba pamiętać też, że chęci prezydenta Wenty nie załatwiają jeszcze sprawy. Wszystko przyklepać muszą radni, dlatego oferta z którą przyjdą do nich ludzie prezydenta musi być jak najbardziej atrakcyjna. Atrakcyjniejsza niż obecna. I tutaj pojawia się kolejny bardzo istotny temat. Świadomość, że u progu czeka już kolejny – dużo bardziej wiarygodny inwestor – może być ostatecznym czynnikiem, który przekona radnych, że warto pójść na nieco większe ustępstwa. Czy taki rzeczywiście czeka już w cieniu? Nie chcę osłabiać pozycji negocjacyjnej miasta, więc pozwólcie, że ten wątek pominę.

Reasumując. Oferta Hundsdorferów nie jest tak niedorzeczna jak wydawało się na początku. Nie jest też na tyle atrakcyjna, żeby miasto mogło zgodzić się na nią bez żadnych warunków. Z całą pewnością są jednak powody do optymizmu. Wszystko będzie jednak zależeć od bardzo delikatnych rozmów i tego czy w całej tej atmosferze wzajemnych oskarżeń i urażonej dumy uda się znaleźć rozwiązanie, które usatysfakcjonuje obie strony. Jest bardzo blisko, ale nauczeni doświadczeniem musimy trzymać kciuki za ludzi prezydenta i czekać na konkrety. Jak już wiemy w Kielcach tylko one tak naprawdę mają znaczenie.

Mateusz Żelazny
Mateusz Żelazny
Niektórzy znają tylko mój głos, inni kojarzą mnie z wizji. Każdy jednak wie, że mam żółto-czerwone serce. Od prawie dekady komentuję mecze Korony na antenie radia eM. Od 2017 roku ponownie pracuję w Telewizji Polskiej, gdzie poza innymi obowiązkami, mówię o Koronie i współtworzę Magazyn Sportowy. Kiedyś pisałem dla Przeglądu Sportowego - dziś, ku rozpaczy niektórych, piszę głównie na Twitterze oraz od niedawna tutaj. Poza tym piłkę znam na wylot. Zwiedziłem większość boisk i stadionów regionu jako zawodnik i sędzia.

Ostatnie artykuły

#NoweOtwarcie to…? 2/2 – dłuższe wypowiedzi

Wczoraj na naszej stronie opublikowaliśmy pierwszą część pomysłów zaprezentowanych przez kibiców Korony Kielce. Dziś pora zaprezentować drugi artykuł, zawierający dłuższe przemyślenia "Żółto-czerwonych" fanów...

#NoweOtwarcie to…? Cz. 1/2 – Twitter i krótsze wypowiedzi

Gdy parę dni temu w internecie została zainicjowana akcja #NoweOtwarcie, mało kto mógł się spodziewać, że spotka się ona z aż takim...

Jacek, królu złoty – wróciłeś!

Przed obecnym sezonem niektórzy żywili nadzieję, że będzie w klubie pewna osoba, która zamknie usta wszystkim krytykom. Człowieka, o którym mówiono, nie...

„Wysokie” wynagrodzenie nowego prezesa Korony. Wy tak na poważnie?

W ostatnich dniach w przestrzeni medialnej, a także na sesji Rady Miasta, podniosło się larum dotyczące wynagrodzenia nowego prezesa Korony Kielce. Polityczne...

Powiązane artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj